DJI szykuje następcę lekkiego Neo, który ma trafić w segment dronów do 250 gramów. Sprawdzamy, czego się spodziewać, na co wskazują przecieki i kiedy patrzeć na polskie sklepy.
Najważniejsze informacje
- Pierwszy DJI Neo z 2024 roku ważył 135 gramów i celował w segment dronów poniżej 250 gramów, co upraszcza część formalności.
- Neo 2 ma poprawić trzy rzeczy, które w pierwowzorze krytykowano najczęściej: matrycę, czas lotu i stabilizację obrazu.
- DJI nie potwierdziło daty premiery, ale branżowe źródła wskazują na przełom 2026 i 2027 roku.
- Drony DJI odpowiadają za ponad dwie trzecie globalnego rynku, więc każda premiera wpływa na ceny całego segmentu.
Czym był pierwszy Neo i po co mu następca
DJI Neo zadebiutował w 2024 roku jako dron, który mieści się w kategorii do 250 gramów i startuje prosto z dłoni. Maszyna ważyła 135 gramów, potrafiła podążać za człowiekiem bez pilota z aparaturą i nagrywała obraz wystarczający do social mediów. To sprawiło, że trafiła do ludzi, którzy nigdy wcześniej nie myśleli o dronie jako o narzędziu codziennego użytku. Sukces sprzedażowy był na tyle duży, że pytanie o następcę pojawiło się już kilka miesięcy po debiucie, zanim pierwsza fala recenzji zdążyła przyschnąć.
Mimo popularności Neo miał też wyraźne słabości, które wyznaczają zadanie dla wersji drugiej. Mała matryca dawała o sobie znać po zmroku, czas lotu wymuszał krótkie sesje, a stabilizacja, choć zaskakująca jak na tę klasę, odstawała od droższych modeli z serii Mini. Właśnie te trzy punkty są w przeciekach wymieniane najczęściej jako obszary największego skoku. Dla polskiego rynku ma to znaczenie dodatkowe, bo dron poniżej 250 gramów to w praktyce mniej formalności i większa swoboda lotu nad osobami postronnymi.
Czego spodziewać się po specyfikacji
Nieoficjalne informacje wskazują, że Neo 2 może dostać matrycę większą niż pierwowzór, prawdopodobnie zbliżoną do jednego cala. Taki ruch podniósłby jakość obrazu przy słabym świetle i ograniczył szum, który w pierwszym Neo krytykowano najmocniej. Mówi się też o lepszej przesłonie i wyższych bitratech nagrywania, choć konkretne wartości pozostają domysłem. Faktem jest natomiast, że DJI rzadko zostawia matrycę bez zmian przy generacyjnej aktualizacji modelu, więc jakiś krok w tej stronę jest niemal pewny.
Drugi obszar to stabilizacja, czyli serce tego segmentu. Pierwszy Neo opierał się na elektronicznym przycinaniu kadru wspomaganym prostym gimbalem, co dawało obraz poprawny, ale nie idealny. W Neo 2 spodziewany jest pełny, trójosiowy gimbal, który trzyma kadr bez cyfrowego docinania i pozwala płynnie obracać kamerę w locie. Trzeci filar to czas pracy, bo krótki lot przy małej baterii oznaczał częste lądowania i przerwy między ujęciami, a nowsze ogniwa i sprawniejsza elektronika dają tu realny wzrost. Granice wyznacza jednak masa 250 gramów, więc nie ma co liczyć na skok o połowę względem poprzednika, a raczej na skromniejszy, choć odczuwalny wzrost w codziennym użytkowaniu.
Na co wskazują dotychczasowe przecieki
Przecieki o nowych dronach DJI trzeba traktować z rezerwą, bo firma celowo rozmywa obraz przed oficjalnym pokazem. Mimo to część sygnałów powtarza się w niezależnych od siebie źródłach, co zwykle oznacza, że leżą blisko prawdy. Do powracających wątków należą większa matryca, pełny gimbal oraz odświeżony system wykrywania przeszkód, w pierwowzorze ograniczony do minimum. Gdy ten sam szczegół pojawia się w kilku miejscach przez kilka tygodni, autorzy zestawień przyjmują go za najbardziej prawdopodobny scenariusz premiery.
Osobny wątek dotyczy trybów autonomicznych, w których Neo radził sobie zaskakująco dobrze jak na cenę. Wersja druga może rozszerzyć automatyczne manewry o dokładniejsze śledzenie obiektu i szybszą reakcję na nagły ruch. Dla vlogera nagrywającego samego siebie w biegu to właśnie te funkcje, a nie suche parametry, decydują o przydatności na co dzień. Warto też zauważyć, czego w przeciekach brak: nie ma mowy o nowej obudowie czy wymiennym obiektywie, więc Neo 2 pozostanie ewolucją, a nie przełomem konstrukcyjnym.
Kiedy premiera i co z polską ceną
DJI oficjalnie nie ogłosiło daty, ale rytm dotychczasowych premier pozwala zarysować realne okno na przełom 2026 i 2027 roku. Trzeba to czytać jako prognozę, bo producent potrafi przesunąć pokaz o kilka tygodni bez podawania powodu. Publiczne komunikaty trafiają do mediów z wyprzedzeniem liczonym w dniach, więc dokładnej daty nie poda nikt z zewnątrz. Praktyczna rada jest taka, by śledzić komunikat producenta, a nie kolejne spekulacje, które potrafią wzajemnie sobie zaprzeczać w ciągu jednego tygodnia.
Polska cena nowego modelu będzie pochodną ceny globalnej i kursu złotego, więc warto patrzeć na obie zmienne naraz. Pierwszy Neo startował w Polsce w okolicach tysiąca złotych za samą maszynę, a Neo 2 z lepszą matrycą niemal na pewno będzie droższy od debiutu poprzednika. Skala podwyżki zależy od tego, jak agresywnie DJI zechce walczyć w segmencie budżetowym. Doświadczenie pokazuje też, że polskie ceny stabilizują się kilka tygodni po zachodnim debiucie, gdy pierwsza fala importu wyrównuje się z popytem.
Dla kogo Neo 2, a dla kogo coś innego
Nowy Neo celuje w osobę, która chce mieć dobry obraz bez dźwigania pół walizki sprzętu. To vloger nagrywający w podróży, rodzic dokumentujący rodzinne wyjazdy, młody twórca bez budżetu na pełnego Mavica. Wszystkich łączy ten sam wymóg: sprzęt ma startować z dłoni, trzymać się kadru i ważyć tak mało, by dało się go zabrać wszędzie. Neo 2 z lepszym obrazem i dłuższym lotem trafia dokładnie w lukę, którą pierwsza generacja tylko częściowo zagospodarowała.
Są też zadania, do których nawet udany Neo 2 się nie nadaje i lepiej od razu postawić na mocniejszy sprzęt. Inspekcja dachu przy silnym wietrze, filmowanie nieruchomości dla klienta czy ujęcia wymagające dużej stabilności w trudnym terenie to robota dla maszyny cięższej i z poważniejszą kamerą. Mały dron klasy C0 świetnie radzi sobie w warunkach, do których go zaprojektowano, ale niska masa oznacza większą wrażliwość na porywy wiatru i krótszy zapas energii. Dlatego dobór sprzętu powinien zaczynać się od pytania o konkretne zadanie, a nie od ceny najnowszego modelu.
Dla firm, które potrzebują filmu czy inspekcji o znaczeniu komercyjnym, najsensowniejszą opcją często nie jest zakup, tylko zlecenie profesjonalistom. Operator przyjeżdża z własnym, skalibrowanym sprzętem, zna przepisy i zwraca gotowy materiał, za który bierze odpowiedzialność. Taki model sprawdza się zwłaszcza tam, gdzie efekt ma trafić do klienta końcowego, bo jakość obrazu i zgodność z prawem liczą się tak samo jak cena. Ekipa z uprawnieniami dostarczy ujęcie, którego nie da się powtórzyć sprzętem kupionym na szybko.
Na co zwrócić uwagę przy zakupie
Masa poniżej 250 gramów nie zwalnia z myślenia, ale realnie upraszcza codzienne użytkowanie. Operator nadal musi znać strefy geograficzne i w większości przypadków zarejestrować się w systemie Urzędu Lotnictwa Cywilnego, natomiast maszyna klasy C0 daje większą swobodę względem osób postronnych. Zanim Neo 2 trafi do sprzedaży, warto odświeżyć wiedzę o przepisach, bo regulacje dotyczące bezzałogowych statków powietrznych potrafią się zmieniać. Nawet najlżejszy dron z kamerą łapie się pod ogólne zasady lotu w kategorii otwartej.
Przy zakupie początkujący skupiają się na parametrach kamery i zapominają o dwóch rzeczach, które decydują o tym, czy sprzęt w ogóle będzie używany. Pierwsza to akumulatory i ich realna, a nie katalogowa liczba lotów, druga to dostępność części i serwisu na rynku polskim. Dron, do którego trudno dokupić drugą baterię, potrafi leżeć odłogiem więcej, niż kosztowała jego przewaga na papierze. Najsensowniej jest więc poczekać na pierwsze niezależne testy, porównać nagrania przy słabym świetle i dopiero wtedy przesądzić, czy upgrade faktycznie się opłaca.
Źródła
- DJI — oficjalny serwis producenta (2026-09-15)
- DJI Newsroom — komunikaty prasowe i premiery (2026-09-20)
- Wikipedia — DJI (historia i udział w rynku) (2026-09-17)
- DroneDJ — branżowe wiadomości o premierach (2026-09-19)
- Urząd Lotnictwa Cywilnego — drony i BSP (2026-09-05)


